O tym, że niezagojone rany sprawiają, że wikłamy się w to, od czego najbardziej chcemy uciec, czyli o książce “Wsparcie dla dorosłych córek narcystycznych matek” Karyl McBride

W narcystycznej rodzinie matka znajduje się w centrum układu, podczas gdy wszyscy krążą wokół niej jak planety wokół Słońca […].

W ciągu wielu lat pracy i rozmów z córkami, które doznały w dzieciństwie deprywacji macierzyńskiej, przekonałam się, że mamy doskonałą intuicję, ale towarzyszy jej szczególny rodzaj głuchoty. Rozpaczliwie poszukując miłości, której brakowało w dzieciństwie, córka postanawia nie zwracać uwagi na zapalające się lampki ostrzegawcze. Wiemy. Ale nie słuchamy. 

Postrzeganie siebie jako osoby silniejszej niż w rzeczywistości pomaga im tłumić ból. 

cytaty z książki

Rok 2024 to dla mnie czas porządkowania (i zdobywania) wiedzy o traumie złożonej (traumie wielokrotnej, wydłużonej, która przydarza nam w relacji z drugim człowiekiem – rodzicem, rodzeństwem, nauczycielem, psychologiem, trenerką, szefową etc.). Trauma złożona wrasta – czasami w sposób dla nas niezauważalny – w nasze życie, sprawiając, że to, co przytłaczające, przerażające i naruszające zdaje nam się – na jakimś poziomie – naturalne, normalne, zdrowe. Rekalibruje ona nie tylko nasze reakcje na stres (tak jak robi to przecież i trauma o charakterze prostym), wpływa ona też na poczucie tego kim jesteśmy, jacy jesteśmy i do czego mamy prawo lub nie. Dziś chcę opowiedzieć Wam o jednej z tegorocznych lektur, które opowiadają, jak traumę złożoną rozpoznać i jak tę traumę uzdrawiać. 

O książce “Wsparcie dla dorosłych córek narcystycznych matek” dowiedziałam się od Meg Arroll, autorki książki “Małe traumy” (pisałam Wam o niej tutaj). Mając kilka tygodni temu możliwość porozmawiania z autorką (mam nadzieję, że ta rozmowa ujrzy niebawem światło dzienne), zapytałam ją o książki, które najmocniej zmieniły jej życie. Jedną z pozycji wymienionych przez Meg Arroll była właśnie książka “Wsparcie dla dorosłych córek narcystycznych matek”. Książkę zamówiłam od razu i rozpoczęłam lekturę niemal w momencie odpakowania jej z koperty. Było warto! I choć rzadko czytam cokolwiek z narcyzmem w tytule, ta książka z automatu wchodzi w poczet poradników polecanych moich klientom (i to nie tylko kobietom, jak i nie tylko osobom, które doświadczyły wychowania przez narcystycznego rodzica).

To książka przede wszystkim o tym, że zdrowienie nie jest tylko aktem woli. Zdrowiejemy wkładając w to intencjonalny, trwały (autorka pisze, że trwający całe życie) i uparty wysiłek. Zdrowienie nie wydarzy się bez nas (jak i separacja od rodzica, której kryteria opisane w książce trafiły prosto do mojego serca). Zdrowienie to prezent dla nas, dla naszych dzieci, bywa, że też i dla naszych narcystycznych rodziców. Nie musimy przecież trwać w niesprzyjających nam wzorcach relacyjnych ani chwili dłużej. Dosyć się już przecież w swoim życiu nacierpieliśmy.

To książka o tym, że nazwać to, co złego działo się w naszej relacji z rodzicami nie oznacza z automatu potępienia naszych rodziców i zerwania z nimi kontaktu. To książka przede wszystkim o pracy nad swoim życiem, a nie o rozliczaniu kogokolwiek za to, co w nim otrzymaliśmy lub nie. To książka o przeżyciu żałoby, odbudowywaniu swoich granic, o “wewnętrznym matkowaniu” i – nade wszystko – o emocjonalnym, relacyjnym i duchowym – wzrastaniu. To również świetny poradnik dla tych z nas, którym relacje nie wychodzą, którzy – każdorazowo z zaskoczeniem – znajdują się w relacji o tej samej patologicznej dynamice i dla tych, którzy leczą się z (cytat z książki) “zespołu stresu pozwiązkowego”.

Karen McBride pisze też w swojej książce o międzypokoleniowym wpływie rysów narcystycznych, które przecież w jakimś stopniu dziedziczymy również i my. Uważam, że rozdziały o rodzicielstwie dzieci narcystycznych rodziców (czyli nas wobec naszych dzieci) powinien przeczytać każdy bez wyjątku rodzic. Bywa bowiem, że pomimo chęci zerwania z toksycznym wzorcem wychowania, jakiego sami doświadczyliśmy, pakujemy siebie i nasze dzieci w rodzicielstwo bez granic i z pomieszaniem ról rodzic-dziecko. Odtwarzamy tym samym to samo przed czym tak rozpaczliwie uciekaliśmy.

Lubię tę książkę również za odwołanie do filmów i powieści, które pokazują narcystyczne uwikłanie (zdjęcie poniżej). Bardzo skorzystałam też z jej kwestionariuszy, które nie upraszczają złożoności ludzkich doświadczeń i cech, raczej otwierają na większą wnikliwość w przyglądaniu się swojemu życiu.

To dobra, rzetelna, budząca nas ku życiu i niepozwalającam nam wejść w rolę ofiary książka. Bardzo Wam ją polecam <3.

Sabina

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Prev
O autobiografii Petera Levine’a

O autobiografii Petera Levine’a

To nie jest zwykła autobiografia

Next
O końcu, który staje się początkiem, czyli o wspaniałej książce Jima Rendona o wzroście potraumatycznym

O końcu, który staje się początkiem, czyli o wspaniałej książce Jima Rendona o wzroście potraumatycznym

Przeistaczamy ból w owoce pracy twórczej i ten proces bardzo skutecznie

You May Also Like