Rozdziały/etapy szkolenia na temat psychohigieny własnej terapeuty bywają rozczarowujące. Trochę jakby dotyczyły idealnych warunków pracy i niemierzących się z własną delikatnością terapeutów. Papierowe zalecenia dla papierowych psychoterapeutów. Najczęściej rekomenduje nam się nam superwizję (a przecież na superwizji częściej mówi się o przypadkach, nie o osobie terapeuty), terapię własną (i bardzo dobrze, w moim odczuciu każdy z nas psychoterapeutów powinien takową przejść; ale przecież nie możemy być całe życie na psychoterapii) i techniki relaksacyjne (i znów – w teorii warto znać techniki oddechowe, relaksację progresywną mięśni i inne mniej lub bardziej przestarzałe metody relaksowania się; jednak w życiu nie chodzi o mieszczenie ponad miarę i relaks jako strategię naprawczą po nadmiernym wytężaniu się).
Mamy 2026 rok, wiele się w naszej pracy zmieniło. Od czasów pandemii mamy jako psychoterapeuci podwójne zadanie: pracy z osobami, na które wpływa nieustannie ten szalony świat i zmieszczenia swojego własnego niepokoju wynikającego z życia w tym samym szalonym świecie. Gdy przez nasze życia przetaczają się pandemie, wojny, zagrożenia terrorystyczne, ludobójstwa (a przecież myśleliśmy, że „nigdy więcej”), cyberwojny, ataki nożowników, inflacja, polityczny chaos i upadek autorytetów, obrzucanie się znanych psychologów na social mediach inwektywami to to wszystko dotyka i terapeutę i klienta. Równocześnie. Nie ma „my” i „oni”. Szaleństwo świata przepływa tak samo przez serce klienta i terapeuty.
Dbanie psychoterapeutów o siebie w 2026 to nie kwestia zaleceń. To nawet nie profilaktyka. To paląca konieczność zaopiekowania siebie samego tu i teraz. Choć i tak przecież większość wysiłków psychoterapeutów idzie w kierunku dbania o innych. Przy okazji: nie dajcie sobie wmówić, że psychoterapeuci to grupa zawodowa nieuważna, cyniczna, niedbająca o swoich klientów (zakładam, że jest takich przypadków trochę, ale to raczej wyjątki potwierdzające regułę). Psychoterapeuci stanowią pewnie co najmniej połowę mojego rozległego grona znajomych i przyjaciół. To są ludzie, którzy poświęcają swój wolny czas, swoje pieniądze, swoje sesje psychoterapii, by zrozumieć, jak najlepiej służyć światu, który cierpi.
Problem jednak w tym, że w 2026 psychoterapeuta też cierpi. I superwizja, terapia własna, uważny oddech to za mało. Każdy z nas potrzebuje do psychohigieny czegoś więcej. Chciałabym się podzielić moim „więcej” (mimo że wskazówki są napisane w drugiej osobie, to są to moje wskazówki do siebie samej, polecam Ci opracować własne). Oto moje „więcej”.
- Miej swoją intencję dotyczącą swojej pracy. I każdej, pojedynczej sesji z klientem. Jeśli siadasz do pracy z drugim człowiekiem, zawsze pytaj siebie „po co tu jestem?”, „co chciałabym tworzyć w przestrzeni tej sesji?”. Intencjonalność to antidotum na chaos.
- Dostrzegaj linię czasu procesu psychoterapii. Nie chodzi tylko o jej konceptualizacje i aktualizację. Chodzi o pozwolenie sobie na dostrzeżenie zmian, jakie się dokonały w życiu klientów dzięki psychoterapii. Wracaj do początkowych notatek z sesji, by zobaczyć, co się zmieniło (przytłoczona psychika płata nam figle w dostrzeganiu konstruktywnego wpływu naszej pracy). Zrób przestrzeń na satysfakcję z pracy (bo zapominasz o tym w ferworze kolejnych terapeutycznych spraw do zaopiekowania).
- Uznanie rzeczywistości jest fundamentem dobrostanu. Uznaj zatem, że twoja praca jest trudna, wykonuje się ją w tych czasach w sposób skomplikowany, a żaden proces nie wygląda tak jak w mądrych wykładach na YouTubie (rozważ również niesłuchanie tych wywiadów). Nie ma takiej ilości naukowości psychoterapii, która zabrałaby jej trud wynikający się ze spotkania się dwóch istot ludzkich mocno podatnych na cierpienie. Nie ma protokołu, który uleczy chory świat. Nie ma techniki neutralizacji bólu, który nosimy w sobie wszyscy. Uznaj to „nie ma”. I staraj się w swojej pracy, jak możesz (ale pamiętaj o tym, by się w pracę angażować, a nie w niej w sposób wykańczający dla ciebie wytężać).
- Metabolizuj swoją pracę twórczo. Rysuj, śpiewaj, fotografuj, opisuj ją – z poziomu meta, własnych odkryć, reguł, wskazówek do rozwoju rozwoju – w swoim dzienniku. Szukaj na swoją pracę użytecznych metafor. A jeszcze ważniejsze – sprawdzaj, czy metafory, które już teraz używasz na pewno ci służą.
- Do znudzenia reflektuj odpowiedź na pytanie: „Na co mam wpływ w tej sytuacji?”. Uznaj swój brak wpływu (np. wobec wojen na świecie albo decyzji, które nie należą do ciebie).
- Uważaj na poczucie winy i wstyd. Chronicznie zawstydzony psychoterapeuta to prosta droga ku wypaleniu zawodowemu.
- Na sesji kieruj się zasadą 50% uwagi na klientkę, 50% na siebie (i nie przejmuj się, że uwaga będzie zbyt długo na tobie, ona i tak będzie niemal cały czas przy klientce). Pytaj się: „Co się dzieje u niej? Co się dzieje u mnie? Co się dzieje między nami?”.
- Ruszaj się podczas sesji. Zmieniaj postawę. Rozciągaj się. Pozwól sobie na skręt ciała, rozluźnienie szczęki, puszczenie napięcia wokół ust, oczu, uszu. Nasze nawyki posturalne odzwierciedlają historię naszych życiowych obciążeń. Zeruj ją co jakiś czas. Twoje napięcie na nic się nie przyda ani tobie ani klientowi podczas sesji.
- Zauważaj, gdzie kierujesz swój wzrok na sesji, gdy robi się trudno. Twoje samopoczucie powiązane jest z tym, jak w danym momencie patrzysz (mniej z tym, gdzie konkretnie patrzysz). Rozluźniaj mięśnie oczu, pozwól wzrokowo opaść w miejsca, które będą cię relaksowały.
- Pozwalaj sobie na wzdychanie, ziewanie, mruczenie podczas sesji. Pomocne będzie, jeśli klient będzie wiedział, jak regulujące są te właśnie samoregulujące reakcje organizmu (może dzięki temu sam z nich będzie chętniej korzystał).
- Pamiętaj o granicach. Nie musisz wchłaniać energii każdego żalu, protestu, rozczarowania klienta. Komunikuj tym uczuciom świadome „stop”. Napnij na moment mięśnie (a potem je rozluźnij) tak, by poczuć odrębność tego, co wypływa od klienta i ciebie.
- Przywołuj poczucie twojej tożsamości. Ty to ty. Druga osoba to druga osoba. „Gdzie najbardziej w ciele czujesz swoje centrum?” „Jak możesz poczuć więcej połączenia z klientem, ale też więcej swojej odrębności? Jaka postawa będzie temu bardziej sprzyjała? Jaki rytm oddechu? Jaka myśl?”
- Akcentuj przerwy między sesjami. Dawaj swojej psychice i ciału znać: „koniec pracy w tej godzinie/w tej połowie dnia/w tym tygodniu”. Miej rytuał przejścia między kolejnymi sesjami/dniami/tygodniami.
Współdzielenie z drugim człowiekiem najintymniejszych obszarów jego duszy to przywilej. To jednak równocześnie arcy-trudne zadanie. Szczególnie teraz, w momencie pisania tego tekstu. Trzymam za Ciebie w tym zawodzie kciuki!
Sabina
Bardzo dziękuję za te wskazówki. Sporo z nich już stosuję (ruch, granice, obserwowanie moich reakcji, rytuały), ale kilka spróbuję wprowadzić i zobaczę, jak mi z nimi jest. Mam szczęście trafiać na takich superwizorów i zespoły, którzy są uważni na to, co dzieje się z nami, a nie tylko z pacjentami. Bardzo, bardzo polecam otaczać się takimi osobami – by nie dać się wpędzić w poczucie ciągłej rywalizacji i przekonania, że „w tym zawodzie to tylko pieniądze się liczą”. Zapisuję to zdanie o papierowych zaleceniach, bardzo do mnie trafiło. Pozdrawiam serdecznie!