W uczeniu się psychoterapii początkowo podążamy za tym, co zewnętrzne. Oddajemy swoje umysły innym umysłom i pozyskujemy od nich wiedzę. To bardzo ważne – zdobyć tę wiedzę i poddać ją dogłębnej własnej refleksji. Za psychoterapeutycznymi umysłami stoją całe wioski praktyków, badaczy i myślicieli z obszaru psychoterapii. Szkoły psychoterapii prezentują nam unikalność poznawanego przez nas nurtu wraz z jego przeszłością i aktualizowaną badawczo i pragmatycznie teraźniejszością. Ale to nigdy nie koniec drogi. I to nam do prowadzenia psychoterapii wystarczy.
Potrzebujemy też – ucząc się psychoterapii – zbudować nasze najważniejsze wobec psychoterapii postawy. Czy postrzegam cierpienie człowieka jako zewnętrzne w stosunku do niego czy zanurzone w kontekście jego zachowań? Czy włączanie duchowości do psychoterapii ma sens czy nie? Terapeuta ma prawo się przed klientem odsłonić czy zupełnie nie, a jeśli tak to w jakich okolicznościach? Ekspertem od zdrowienia jest klient czy psychoterapeuta czy oni jako zespół? Terapia bazuje na przeszłości czy tylko na tu i teraz? itp.itd. Od Kornelii, jednej z moich pierwszych nauczycielek terapii traumy usłyszałam: „wiedzę mogę mieć wysłuchawszy czegoś i zapamiętawszy to, postawę mogę jednak mieć dopiero wtedy, gdy pozwolę tej wiedzy przez siebie przepłynąć”. Postawy to esencja naszej pracy. I nigdy za nas tych postaw nie zbuduje. Choćby podręczniki mówiły do nas dużymi literami, to potrzebujemy władnych postaw, by pracować rownież ze swojego wnętrza (a nie tylko poprzez napisane nie przez nas techniki).
Potrzebujemy też do naszej pracy uniwersalnych umiejętności, które wykorzystamy – niezależnie od nurtu i niezależnie od tematu, z którym ktoś do nas przychodzi. Tych umiejętności uczymy się stopniowo, wraz ze zdobywanym doświadczeniem. Nie da się też ich nauczyć raz na zawsze. Stale zmienia się bowiem kontekst naszej pracy i kontekst, jakim my sami jesteśmy. Nieustannie coś na zewnątrz i wewnątrz nas się przesuwa i domaga się rekalibracji. Przyrost wiedzy jest szybki, przyrost umiejętności i postaw buduje się jednak bardzo powoli.
Każda ze szkół, każdy z kolejnych kursów, każde ze szkoleń czy książek może nam pomóc doszlifować naszą odpowiedź na pytania, które stawia przed nami nasz zawód (pamiętajmy jednak, że raz na zawsze doszlifować się ich nie da, bo życie ludzkie – wraz ze swoimi trudnościami – ma swoją wrodzoną, niezbywalną chropowatość). Myślę, że odpowiedź na te pytania staje się z czasem naszym psychoterapeutycznym alfabetem. Z liter tego alfabetu zbudowane są nasze terapeutyczne procesy, konkretne sesje i pojedyncze na sesjach interwencje. To oś naszej pracy, na której zawiesić możemy nasze – zawężone przez wybrany nurt psychoterapii – widzenie człowieka i tego, co wspiera go w zdrowieniu.
- Jak lepiej słuchać osoby, z którą pracuję? W słuchaniu nie chodzi tylko o zadawanie odpowiednich pytań i wsłuchiwanie się w treść odpowiedzi. Słuchanie to oddzielanie swoich założeń o świecie/zdrowiu psychicznym danej osoby od tego, co rzeczywiście przekazuje nam ta osoba (tym, co mówi, czego nie mówi, co i jak robi i nie robi). By dobrze słuchać potrzebuję rozpoznać swoją własną (psychoterapeutki) historię i to co ją ukształtowało. Muszę rozpoznać moje najgłębsze przekonania o rzeczywistości i innych ludziach. Jeśli tego nie zrobię, będę umieszczać bezrefleksyjnie moje założenia o życiu w tym, co słyszę od drugiego człowieka. Dobrze słuchać to dogłębnie poznać siebie, a przynajmniej na tyle, by znać swoje „to oczywiste”, „każdy tak robi”, „po A na pewno przychodzi B”, „zakazane/dozwolone jest”. Nota bene za to właśnie kocham w terapii podejścia kontekstualne – za to że umieszczają nasze przekonania (i normy!) w kontekście, a nie czynią z nich absolutu.
- Jak rozpoznać wpływ tego, co robię (lub nie robię) podczas sesji na drugą osobę? Zachowanie terapeuty to jego najważniejsze terapeutyczne narzędzie. Od jego słów, komentarzy, uśmiechów, nachyleń się w stronę klienta, pytań oraz powstrzymania się od powyższych (i wielu innych odpowiedzi na zachowanie klienta) zależy to, na ile terapia będzie przestrzenią gęstą w nowe doświadczenia, a na ile będzie multiplikowaniem tego, co klient już aż za dobrze zna. Warto zatem stale uczyć się rozpoznawania rezonansu (i dysonansu) między mną a osobą, która trafia na terapię (dodam od razu, że rezonans nie zawsze będzie oznaczał, że idziemy w dobrym kierunku, a dysonans, że w złym; czasami to właśnie dysonans jest budulcem zmiany). W jakich okolicznościach postawa osoby otwiera się, a kiedy jej energia kieruje się do wewnątrz i zamyka? Co wywołuje słowotok, a co milczenie? Co wprowadza realną zmianę, a co jedynie strukturyzuje czas sesji zostawiając wszystko takim, jakim było? Dobrzy psychoterapeuci to wirtuozi w zauważaniu – po drugiej stronie (ale i też we własnym ciele) – mikrosygnałów tego, że coś się na terapii ważnego wydarza.
- Jak lepiej zauważać wzorce w tym, co wyłania się na sesji? Powtarzalność tego, co klient mówi/robi lub – przeciwnie – nie robi (a byłoby to dla niego użyteczne) to ważna informacja o tym, jak dokłada cegiełki do własnego dobrostanu lub cierpienia. Pojedyncze zachowania niewiele nam mówią o wewnętrznej strukturze klienta. Najwięcej terapeutycznych informacji dostarczają nam wzorce zachowań. Jaka myśl poprzedza u tej osoby pojawiający się regularnie rzut egzystencjalnej odwagi? Jak ta osoba reaguje – mentalnie i emocjonalnie – na choroby fizyczne? Jak ustawia się do naszych terapeutycznych komentarzy o jej życiu romantycznym? Czy te zależności układają się w większą całość? Co się nieustannie na sesjach (lub w życiu klienta) odtwarza? W jakiej roli ustawia nas osoba, z którą rozmawiamy? Jaką rolę przypisuje sobie? Jakiej roli nie przyjmuje nigdy? Bez świadomości wzorców jesteśmy jako terapeuci bezradni. Możemy tylko reagować, poklepywać po plecach lub wzburzać zastany porządek, ale bez większej dla efektów terapii istotności.
- Jak lepiej zauważać wyjątki w tym, co wydarza się na sesji? Za to z kolei jestem wdzięczna edukacji w terapii systemowej (choć terapie systemowe to też w sumie terapie kontekstualne) – za zwrócenie uwagi na wyjątki. To w nich upatrujemy zasobów i niewidzialnych reguł rządzących elastycznością psychologiczną danej osoby. Kiedy jest inaczej niż stanowi wzorzec? Co sprawiło, że osoba postąpiła w zupełnie nowy sposób? Kiedy zachowała się w sposób przeciwny do tego, który ją najbardziej opisuje?
- Jak komunikować trudne w odbiorze obserwacje, refleksje, hipotezy, które – choć niewygodne – mogą być ważnym źródłem zmiany w psychoterapii? Jak znaleźć język dla tego, co konieczne, ale niekoniecznie mile słyszane? Jak być terapeutycznie uczciwym, ale nie okrutnym? Jak zaoferować obserwacje wynikające z chęci wsparcia osoby w zdrowieniu, a nie tylko z chęci wsparcia jej obrazu siebie?
- Jak dogłębnie zrozumieć relację między osobą, z którą pracuję, a diagnozą, jaką otrzymała? Diagnozy nie są niewinne. Diagnozy mają ogromną moc wpływu na nasze życie. Potrafią nas otworzyć na nasz wewnętrzny świat, ułatwiając nam funkcjonowanie w tym zewnętrznym, mogą nas jednak zatrzasnąć na oba z tych światów. Nie ignorujmy nigdy w terapii tego, co diagnoza umożliwiła i/lub zablokowała w życiu danej osoby. I rewidujmy nasze własne przekonania o tym, co niosą wraz ze sobą konkretne diagnostyczne etykiety .
- Jak gospodarować energią i uwagą podczas sesji? Jaką strukturę nadać spotkaniu psychoterapeutycznemu i jak ją modyfikować do potrzeb konkretnej osoby? Jeśli uczyliście się ode mnie, wiecie, że uwielbiam strukturę wywodząca się z terapii somatycznych, która wkomponowuję w moją codzienną pracę terapeutyczną (nie, wbrew pozorom nie pracuję tylko somatycznie, ale korzystam mocno z jej wskazówek w prowadzeniu psychoterapii). Ta struktura to orientowanie | zasób | praca z trudnym wzorcem | powrót do zasobu | badanie znaczenia | reorientowanie. Jaka zaś struktura sesji będzie najlepsza w twojej pracy?
- Jak nauczyć się dostrzegać, że psychoterapia jest już w życiu danej osoby zbędna? Psychoterapia to tylko pomost do życia bez terapii, wsparcie na czasy nokautującego osobę cierpienia i stworzenie przestrzeni, w której relacja z cierpieniem się zmienia. Jak mogę dostrzec nadmiarowość sesji? Jak komunikować to, że moja rola się kończy? Jak negocjować pożegnanie, gdy ktoś wyraża chęć spotykania się bez końca?
Życzę Wam pięknej nauki psychoterapii. Pamiętajcie, że ta nauka – nawet jeśli absorbuje Wasz czas i pieniądze – to ogromny przywilej i jeszcze większe zobowiązanie. Uczcie się po swojemu, aktywnie, z lekkim niedowierzaniem metodom, za to w wielką wiarą w mądrość człowieka, który na przeciwko Was siedzi. I nigdy nie pozwólcie spiłować sobie kantów Waszej ciekawości. Świat potrzebuje refleksyjnych i nieustannie dojrzewających do nowych wyzwań swojej roli terapeutów!
Trzymam za Was w tym procesie kciuki,
Sabina