Chodzi o to, by wstawać rano i patrzeć z miłością na swój dzień, swoich bliskich, a chyba najbardziej w swoje własne serce.
Chodzi o to, by nie wchodzić w wojny jeden osoby, wojny jednej myśli, jednego cierpienia, które nie zyskało kiedyś od kogoś przyjęcia i teraz musi słać to cierpienie dalej.
Chodzi o granice, by mój dzień był o tym, co najważniejsze na świecie, a nie o chronieniu się, byciu nadczujną, hiper-skupioną na tym, co się światu przywidziało o mnie. Nie zajmować się fatamorganą mojej osoby.
Chodzi o to, by ludzie przy mnie zdrowieli, ale nie moim kosztem. Bym ja zdrowiała przy sobie tak samo, bym zostawiała sobie trochę (nie trochę! ogrom) swojej miłości.
Chodzi o to, by trudne wynosiło wyżej, nigdy niżej. A już na pewno nie do życia, na które patrzę ze wstrętem.
Chodzi o to, by nie musieć już pogardzać tylko dlatego, że kiedyś mną gardzono. Pogarda zatrzyma się tutaj, na mnie, w tym momencie.
Chodzi o to, by najważniejsze osoby na świecie miały uśmiech w oczach, gdy spotkają mnie przypadkiem na ulicy. Albo gdy widujemy się codziennie na śniadaniu. Chodzi tak naprawdę o to śniadanie.
Chodzi o to, by się nie zlewać z byle jakim, cynicznym, z „wszyscy tak robią”.
Chodzi o to, by mi się chciało zrobić najlepszy użytek z tego, co uzbierałam w życiu najcenniejszego. By chciało mi się posiać ziarna, choć nie mam pewności, czy i kiedy wykiełkują i czy zdążą na to, co z nich wyrośnie moje dzieci lub dzieci moich dzieci.
Chodzi o bycie twórczym, a nie nieustanne odtwarzanie tego, jak nauczył mnie żyć niezbyt delikatny świat.
Chodzi o bycie nieustraszoną, bo choć świat będzie mnie wystraszał, moją rolą jest stać mocno na ziemi i zauważyć, że świat boi się bardziej niż ja.
Chodzi o to, by być często w lesie. By mieć las w sobie i ufać, że las ma też w sobie trochę mnie.
Chodzi o duże pytania i nieprzywiązywanie się za bardzo do odpowiedzi.
Chodzi o wybaczenie, sobie, im, każdemu. Nie wiedzieliśmy, co robimy. Ale już wiemy. Teraz możemy robić lepiej.
Chodzi o pilnowanie, by robić lepiej.
Chodzi o gęste, dobre życie.
Chodzi o to, by się za mocno sobą nie absorbować.
Chodzi o łączność i odrębność.
O to mi chodzi.