Pracuję terapeutycznie od kilkunastu lat. Ta praca mnie nieustannie szaleńczo kocha, więc pracy terapeutycznej mam aż nadto. Pracuję intensywnie – nie ilościowo, bo tak już nie umiem (tu pracuję po prostu rozsądnie), ale jakościowo. Psychoterapia ma być – według mnie – gęsta. Psychoterapia ma zmieniać życie. Psychoterapia to święta przestrzeń, w której cierpienie ma być otoczone sensem. Bezruch popchnięty do ruchu. Samotność dotknięta obecnością. To bardzo precyzyjna, uważna, odważna praca. Nieustająco ją uwielbiam. I czuję wewnętrzną presję, by wykonywać ją najlepiej, jak to jest dla mnie w danym momencie możliwe.
Bycie psychoterapeutą uczy mnie pokory. Człowiek jest tak bardzo złożony. Cierpienie ludzkie ma tyle warstw. Moje ludzkie i specjalistyczne doświadczenie jest tak ograniczone i niepełne (i tak już będzie do końca życia). Jestem więc jako psychoterapeutka w ciągłym poznawczym i doświadczeniowym ruchu. Mam przywilej nieustannego poznawania nowych (a tak naprawdę starych) spojrzeń na człowieka. Zaglądam do psychologii (wiadomo!), medycyny, filozofii, sztuki, literatury, socjologii, antropologii. Sprawdzam, jakie piękne ścieżki dostępu do zasobów w człowieku proponują moje terapeutyczne nurty i te zupełnie przeze mnie nieznane. Wchodzę do samego środka tego, co zostało naukowo uznane za najbardziej skuteczne w moim zawodzie, a potem idę na obrzeża. Ani w środku, ani na obrzeżach nie znajduję jednak nigdy jednej i pełnej odpowiedzi. Więc szukam dalej, nieustająco. Jako psychoterapeutka jestem zdecydowanie czasownikiem (poza „robić” i „uczyć się”, chcę być też czasownikiem „być”).
Bycie psychoterapeutką uczy mnie też jednak nieustraszonego ufania sobie. Spędzam uczciwie, z pasją i wielką nadzieją od 26 lat czas dowiadując się, poznając i doświadczając tego, jak my jako gatunek funkcjonujemy, jak kochamy, jak zdradzamy (również siebie), jak utykamy i jak się z utknięć wydostajemy. Jestem w gabinecie na każdej sesji nie tylko moimi myślami. Jest tam mnie o wiele więcej niż wiedza, której się kiedyś nauczyłam. Sprawdzam głową i sercem, co działa, jak działa i dlaczego działa. Mocno oglądam też, to co w terapii się nie udało. Tu uczę się najwięcej! Uwielbiam się uczyć psychoterapii formalnie – prelegent, prezentacja, zeszyt, notatki, ćwiczenia. Ale to nie z prezentacji dowiemy się wszystkiego o człowieku. Najwięcej nauczyło mnie to, co dzieje się w moim gabinecie. Praca terapeuty uczy mieć otwartą głowę, a równocześnie daje grunt. Nieważne ile krzyków o psychoterapii wokół, ja wiem, że terapia nie jest ani krzykliwa, ani prosta, ani jednotorowa. Terapia jest dla człowieka. A człowieka nie da się uprościć. Da się tylko z tym człowiekiem być.
Pokory, otwartości na nowe i osadzenia w sobie nam psychoterapeutom życzę.
Niech nasza praca wnosi dobro w życie ludzi, z którymi pracujemy, po prostu.
Sabina